niedziela, 7 lutego 2010

Fantom

Nie mam problemu z kobietami choć znam ich niewiele
dziś,
zapominam gdzie szedłem o czym myślałem, jakim kieruję się celem
kiedy stoję przy Tobie jestem jak dziadek z alzheimerem
jest wtorek, tęsknię, choć widzieliśmy się w niedziele
choć uśmiechałaś się do mnie, nie wiem czy się nie mylę
to było by zbyt piękne, choć przeciągałaś wzrok przez chwilę
choć błyskawice wzroku przeszywały mi plecy, w tej sile
w tej magi, w tym wszystkim, czy Ty też czujesz motyle?
Wiem że nie skoro mówisz mi żebym dał sobie spokój
chciałbym Ciebie, nigdy Ciebie nie dostane, serce w szoku
serce w rozterce, umysł w amoku,
mam ostatnie życzenie
Proszę nie dzwoń do mnie więcej bo mi się język plączę
i nie potrafię zapomnieć o Tobie, telefon wyłączę
nie pisz do mnie na gadu, bo tego potrzebuję właśnie
z utęsknieniem czekam kiedy nasz kontakt zgaśnie

kilka tygodni później jest już raźniej

Krótkie życie zbyt wesoły jestem by się smucić
samotne wieczory spędzam w klubach pełnych ludzi
zbyt szczery do miłości
zbyt wrażliwy na samotność i
zanudzony w rzeczywistości w której mogę zbyt wiele
zabrudzony myślami jak kogel-mogel przez salmonellę
zraniony przez świat, smutny jak pizda
jadę przez miasto i wyprzedzam kolegów w dieslach
wyprzedzam ich, a oni mi wciąż wjeżdżają w dupę
kobiety traktuje jak damy nawet gdy sypią się jak łupież
nie potrafię ranić, gdy robią to, tak nie potrafię!
nie umiem bawić się uczuciem, surferem być na rafie
i kiedy trzymam się zasad które głoszą ci hipokryci
w tym czasie ktoś się kurwi i zdradza, czy widzisz?
w tym czasie ktoś kto miał mnie za dziwkarza
w tym czasie ktoś kto jebane smuty mi powtarzał
...
stąd
spotykam się z jedną, myślę o drugiej, całuje trzecią a kocham czwartą
wspaniałe kobiety, powiem wam krótko: nie ufajcie samcom
mógłbym mieć ich więcej niż mieści w sobie fajek karton
jestem niepoprawnym bigamistą, z tych co coraz więcej dam chcą
niedługo będę pytał o drugie imię, bo przydzielam numery Martom
Ktoś mnie pyta o pannę w klubie, owszem mogę powiedzieć że znam ją
Stary nie chcę jej mieć, ale ciebie wciąż dzieli od niej kanion
Nie zachowuj się jak śmieć, wszystko tkwi w umyśle, ej fantom,
nie kupisz jej, daj spokój fantom, nie rozkochasz jej litością
nie bądź pragnieniem bądź fantom... I jeszcze ostatnia lekcja
działaj teraz, później dopada demencja i dekadencja

poniedziałek, 14 grudnia 2009

nasza klasa

Sprawdzam co u ludzi których znam raczej z widzenia
oczy w słuch zamieniam i rozpętuję burzę
bo ryją mi umysł te wszystkie rozumki kurze
na co dzień w dresie, na zdjęciach stoją w garniturze
rzadko który ma fotografię przy swojej furze
choć stoi z furą na focie na samej górze
foteczka jak browar pije
tępe ryje
żonaci, dzieciaci, uśmiechnięci i bez celu
bez kasy, bez przyszłości, bez klasy, portal próżności
jebana patologia,
chwalą się nastoletnie matki, dzieckiem z wpadki
nie wiedzą jak zakładać kondoma, rebusy, zagadki
lub ich macho mają małe fujary choć do gardła skaczą
lecz gardeł nie znają wcale, płaczą przez śmiech
palą dla śmiechu, palą dla zwiech
chwalą się spieprzonym życiem, chwalą się, Lech
Volt, Żubr i inne piwa, piją wódkę, strzelają foty
jak spędzają czas na bibach
potrzebują tego,
bo życie się posypało, domek z piasku, ludzik z Lego
jak budowla z kart się złożyło niefortunnie
chwilowo są bogaci, życie skończą w taniej trumnie
tanio się sypią, tanio się śmieją, lekko się prowadząc
mogli mieć w sumie wszystko chcieli tylko lekko błysnąć
wygrali, choć są mali i stad te pretensje
mieszkają robią dzieci, przepierdalają pensję
mieszają w głowie takim jak ja, ja mieszam im
bo nie jestem brutalnym gnojem i nie pije tanich win
zamiast stać pijany, prosto stoję, to nie jest PIN
to nie sztuka do trzech razy, masz tu tylko jeden raz
słuchaj serca, olej rozkazy masz na to tylko jeden czas
choć Einstein mówił co innego jesteś tylko tu i teraz
zanurz głowę w marzeniach, zanurz głęboko, do widzenia.

poniedziałek, 28 września 2009

Szczęściarz

Zrobiono z nas narkomanów szukających szczęścia wciąż, nie?
Skutkiem jest ten smutek i wysyp niechcianych ciąż, wiesz...
Pobudkę z tym ludkiem obok, to twój niechciany mąż jest też
patrzy i tak jak ty on doskonale nie wie czego chcesz
początkiem był test, początkiem tego koszmaru
najpierw ktoś z kimś się puścił w tym świecie dolarów
w świecie pieniądza i smutku, ktoś zasmakował szczęścia
ktoś wyrwał się ze snu, ktoś zapomniał się, ktoś nie chciał
bardzo nie chciał żeby prawda była bolesna, "przestań!"
jednak życie powróciło, jak bumerang nie jest tak?
za nic w świecie nie powiesz dziś że nie było warto!
wspomnienia masz przecież one twoją rękawową AS-kartą
bo gdy zdrapuje naskórek, czuje zapach jej włosów, mam to
wspinam się na każdą górę, niczym dzieciaki z podwórek
kantor, mijam i sklepy i ludzi, idę do niej...
po drodze kupuje tabletkę na bolące skronie
po drodze raz jeszcze patrzę na kobietkę w telefonie
wysyłam sms'a przypominam że wpadnę, dzwonię.
Dzwonię i odbiera ten sam głos co zwykle
Robimy to w kiblu, wszystko słychać, oczy mydle
Zasłaniam oczy bo głupio mi przed jej starymi
ale najpierw moja lejdi dotyka mnie dłoniami drobnymi
i kobiecymi palcami odbiera rzeczywistość tej chwili
w której język ma nowe przeznaczenie, bo stwórca się pomylił
niczym podróżnik jakiś wędruję po jej brzuchu
zanim zgasną te światła roztopie się w niej i w duchu
rozmaże makijaż, odsłonię kurtyny, spojrzę na świat cały
spojrzę bez adrenaliny, bez strachu, tak właśnie patrzę
kiedy pomagam jej się ubrać jak kostiumolog w teatrze
i jeszcze piękniejsza chwila jest gdy kochanie moje
poprawia włosy, a ja wciąż nią pachnę, zajebiste to jest
w ustach mam jej słodki smak jakbym zjadł czekoladę
w uszach jej głos,w oczach szczęście zasłaniane prze powagę
staram się ukryć szczęście krocząc ulicami szczecina
każda laska widzi to szczęście, każda wzrokiem mnie obcina
i mam je wszystkie w dupie dziś, liczy się jedna tylko
ta jedna najwspanialsza, ta przy której inne milkną...

piątek, 11 września 2009

Energy Drink

Poznałem inny świat lecz życie toczy się dalej
Powracam ze smutkiem do rzeczywistości szarej
ukradkiem wyrwałem fragment z tego lustra prawdy
i teraz brzmi ono jeszcze dobitniej, ten dym
siwy dym, hardkore
Najgorsze jest to lustro nie kłamiące wcale
najgorsza jest szarość która przekracza skale
Wyznacza skale której nie przekroczysz i nie złamiesz
Wskazówka na tarczy, wskazówka nas ogranicza
Pieprzona wskazówka odlicza
pieprzona wskazówka przybliża do znicza
ukruszona wskazówka, sklejona poksypolem
ty nadal jesteś jej więźniem a ja ją dziś pierdole
zabiłem w sobie opór strach przed strachem
strach to intelekt lecz intelekt z rozmachem
strach w twojej żyle ogranicza skale
dlatego przesunąłem ją i przyblokowałem pokalem
skala jest gdy myślisz ze masz coś do stracenia
nie wiedząc ze stracisz szanse, skala cie zmienia
skala powoduje ze nie chcesz się zmieniać
bo po co zmieniać coś, to wymaga skupienia
te uczucia zmiażdżyłem w sobie w sumie
wsadzam je w skale której pojąć nie umiem
zaszufladkowane życie pełne skal
zero jedynkowe, o rozmytej logice
smutni i bezczelni jak kibice w ekstralidze
Zasmarkani tym pyłem z węgla jak katowice
uparci, nachalni i mówiący o polityce
gapie się na to i łapie wciąż te szkice
szczęśliwy ze jestem tutaj

środa, 19 sierpnia 2009

Kalejdoskop

kolejny raz jak deja vu dopada mnie to czego nie lubię
uczucie do ciebie, tęsknota , złość, w tym się gubię
jestem na pieprzonym środku oceanu i świat mam w dupie
tekstem tym zniżony w zarodku wiatr czuje, myśli głupie
tutaj wszystko jest abstrakcją, abstrakcja codziennością
już
codziennością jest maszyna tłocząca powietrze w moje płuca
powietrze płynie, chodzą tłoki, prąd przekaz myśli zakłóca
elektryczne przetworniki myślenia do komputera
pieprzone zwarcia, kolejny raz szukam dziś zera
trójfazowy przekaźnik daje tutaj dwie fazy tylko
silnik nie ruszy, jeśli wiesz co mam na myśli
otwórz uszy
ochroń uszy, zgaś papierosa zanim ogień nałogu
zaprószysz
i wiesz co w duszy gra, po burzy szkła, huragan
huragan się toczy na mnie 130 węzłów, bałagan
zastanie w mojej głowie, świat marzeń
z zamkniętych powiek. I zasyfione biurko
I smsmy do niej wysłane moją komórką
gdy byłem w stanach
poranna rana w umyśle
znów staram się myśleć ściślej i robi się kisiel
tutaj
zakrzywienie czasoprzestrzeni jest normalne
bo sam nie wiesz gdzie jesteś, a zegarek szaleje
fatalne- przesuwanie czasu, strefy czasowe
znikające dni, to ryje całkowicie głowę
mi, czy mnie? boje się tego,
bo świat jest twardy, lecz zbudowany z klocków lego
jej twarz, gokarty, poluzowany krawat, wykres Bodego
jej oczy, podarty skecz zamylony grad- listek, moje ego
jej oczy patrzące na ciebie poniekąd
zderzenia wzroku jak piorun z ziemią, to jego echo
to echo tych piorunów, to przez nie spać nie mogę
te wyładowania elektryczne przez nie spadam na podłogę
przez te momenty w których czujesz że tobie odpierdala
właśnie dla nich mógłbyś umrzeć lecz wtedy pęknie skala
właśnie pęknięcie skali jest celem naszego życia
dlatego marzę gdy płynę i zatapiam się w moich odkryciach
dlatego kiedy płynę, czuję tę życia
nirwanę
którą czuję też na baletach kiedy i tam przekręcam skale
to jest jak cofanie licznika w aucie
chcesz zapomnieć i zatracić się, chcesz być kochany
mam Cię?

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Eucheno

Sen z senioritą ten przerwał się jednak zostały
wspomnienia z dyskoteki i z kraju i zapach
jej perfum na mojej koszulce, doskwiera nawet teraz
zapach jej perfum i zdjęcie z komórki wrzucone do komputera
była najseksowniejszą laską mojego życia chyba
wyrwać sztukę bez znajomości języka? no wybacz

Tylko ja znam to dyskotekowe esparanato
potrafię Cię oczarować i zdobyć na parkiecie panno!
nie mówiąc słowa nawet! Innym tego brak, ja mam to
to coś czym Eucheno zamyka szczęki palantom
powód dla którego rzedną im wszystkim miny
bo biały facet wyrywa ich brązowe dziewczyny

Wszystko zrobione na spontanie nawet taniec
ta salsa nie jest już taka obca, niech tak zostanie
podczas picia małego piwa poznałem ich zwyczaje
uniwersalne są tylko kobiety, zmieniają się tylko kraje
natura jest dziwką, lubi mieszać naszymi genami
chcę wymieszać naszą krew, tak jak mieszam tymi rymami!

piątek, 17 lipca 2009

Troche przesadzilem

26 godzin lotu do ameryki myślałem jaki ze mnie błazen
W sumie poszedłbym za Tobą jak żołnierz za rozkazem
Na lotniskach kręcą się laski cudne
Wszystkie z nich są nudne! i choć myśli mam brudne
Tylko powiedz. Dla Ciebie przytyję i schudnę
Znów przytyję
I jak kojot z bajki zagwiżdżę, zawyję, gały wyjdą mi na wierzch
I język
Ale teraz schodzę na lotnisko, chcę zerwać więzy

Jestem na statku i nadal myślę tylko o Tobie
Nie mogę zasnąć, boje się zamknięcia powiek
Budzę się często lecz rzadko wiem ze śniłem
Nie nudzę się tu, jednak myśleć muszę na siłę
Skupić mi się trudno, trochę się w tym pogubiłem
Radość, strach, smutek i jeszcze coś- co chwilę
Czuję
Jak w kalejdoskopie, nie wiem co się dzieje
Wiem tylko ze Ty właśnie...
Jestem ciekaw jak u Ciebie się żyje

Pisze listy do przyszłości, z których będę się śmiał kiedyś raczej
Płacze jednak teraz a Tupac mówił by było inaczej, ej
Mała
Tak. Chodzi o Ciebie, mówię tak do jednej osoby tylko
Uśmiechnij się i pomachaj w moim brzuchu motylkom
Opowiadaj mi o pieprzonych koleżankach idiotkach
I przyjaźniach za fajka, lecz mówiąc to bądź słodka

Mógłbym patrzeć na twój uśmiech bez powodu
W milczeniu takim tkwić bezsensownie
Lubie patrzeć tak na Ciebie, jestem pełen wspomnień

Nie znamy się, to wszystko
Tylko hormony
Ale mam na to wyjebane, odczytuje nas w gwiazdach
Tylko pomyśl
Jak przyszły inżynier głupieje przez Ciebie
Wcale Cie nie znam przecież...

I przepraszam ze bylem głupi
Szukam szczęścia cale życie
Stres mnie przerósł, nadal mnie lubisz?
Wiem jestem żałosny i nie mam celu...
Pewnie Ty również czasem cel gubisz?
Kiedy patrzyliśmy sobie w oczy
Patrzyłem i zawężała mi się rzeczywistość

Boże zgaś to przeklęte ognisko!
Zaduś ten pomylony płomień co we mnie płonie
I przestań dawać mi nadzieje na szczęście które gonie
Moje życie
To płacz na dyskotece jak w piosence Alcazar'a
Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym po prostu pogadać
Zaraz
Mam robotę.... wykręcę się kłamstwem...

Trochę buja tym żelastwem
Nie chce mi się rzygać nie potrzebny mi hobok
Nadal jednak smutno mi, nie ma Ciebie obok
Jedząc szynkę po skandynawsku siedząc w messie
Nie myślę o stresie, widzę nas w lesie, na widnokręgu kresie
W malej chatce leśnika, siedzimy sobie a czas znika
tylko siedzimy.
Znów szukam bezpiecznika od siłownika
Po raz kolejny wieczorem rymy staram się w klikać
Jestem romantykiem jak Mickiewicz jednak
W przeciwieństwie do typa ja znam się na silnikach
I oprócz poezji potrafię rysunki techniczne czytać
Masz przed sobą poetę-elektryka
Programistę słowa i kodu
Moją władzą mowa jestem panem tego smrodu
Z maszynowni....

I męczy mnie kilku debili czasem
Ale wiem ze bardziej męczysz mnie Ty
W takich chwilach jak ta, doskwiera mi samotność
I Ciebie brak, czuje jak gubię ostrość...
Ten morski szlak... płynę tą drogą morską
Niepoprawny marzyciel, ekstremalny marzyciel
Nie rozumiem co mi jest, pieprzone życie.